Odkrywamy whiskey północnej Irlandii…
Skoro trunek ten może być i faktycznie jest produkowany wszędzie, właśnie odwiedzin w tamtejszym regionie brakowało na mapie moich doświadczeń.
Akurat tak się zdarzyło, że pod koniec czerwca tego roku przebywałem na południu Irlandii, w mieście Waterford, skąd do Belfastu jest stosunkowo blisko.
Jedyne 300 km samochodem, prostą, szybką autostradą, odcinek do pokonania w 3,5h.
Belfast, to miejsce narodzin legendarnego statku Titanic, który w chwili budowy był dłuższy, niż najwyższy budynek na świecie.
Ale także w tym mieście, po raz pierwszy na scenie, legendarny zespół Led Zeppelin wykonał utwór „Schody do nieba”.
Na Belfast nie miałem jednak zbyt wiele czasu, choć udało mi się zajrzeć do unikalnego sklepu, położonego w centrum miasta – The Friend at Hand, wypełnionego kolekcjonerskimi butelkami whiskey z przeszłości, z zawieszkami „not for sale”, salą degustacyjną oraz muzeum.
Następnego dnia, wczesnym rankiem wyruszyłem na południe, do destylarni Hinch, położonej jakieś pół godziny jazdy od Belfastu.
To młoda destylarnia, która ruszyła z produkcją w listopadzie 2020 roku.
Jej założycielem jest Terry Cross, który swoją biznesową karierę rozpoczął w świecie opakowań, budując od podstaw firmę Delta Print.
Po wielu lukratywnych, międzynarodowych kontraktach postanowił sprzedać ją, a pozyskany w ten sposób kapitał, zainwestować w eksplorację alkoholi premium.
Jednakże pierwszym krokiem tej podróży nie była whiskey, lecz wino.
Dokładnie w 2000 roku, w dniu św. Patryka, Terry zakupił posiadłość w Bordeaux, Chateau de la Ligne.
Dekadę później zaczął bawić się myślą o powrocie do Irlandii i budowie destylarni whiskey.
Jej budowa rozpoczęła się w 2016 roku, na nowo nabytej posiadłości Killaney. Całkowity koszt przebił finalnie 15 mln funtów, kolejne 5 mln poszło na zakup destylatów z innych destylarni, co umożliwiło butelkowanie pierwszych edycji whiskey, zanim własne destylaty osiągną minimalny wiek, określony definicją, czyli 3 lata.
Pomimo wyzwań związanych z Covidem, w listopadzie 2020 roku, destylarnia Hinch zaistniała oficjalnie na mapie światowych producentów whisky.
W ciągu czterech lat działalności, produkcja wzrosła trzykrotnie, przebijając 1 mln LPA właśnie w tym roku.
Dzięki nowym kontraktom z okolicznymi rolnikami, począwszy od stycznia 2025 roku, cały jęczmień, potrzebny do produkcji, pozyskiwany będzie z farm, położonych w promieniu 25km od destylarni.
Mimo ogólnego przekonania, że irish whiskey musi być destylowana trzykrotnie, nie jest to warunek konieczny.
Destylarnia Hinch, wyposażona w trzy alembiki, większość alkoholu destyluje trzy razy, choć ma również możliwość podwójnej destylacji.
Każdy z alembików ma własną nazwę, nawiązującą do jednego z pobliskich szczytów gór Mourne.
To właśnie one stały się inspiracją dla brytyjskiego pisarza, urodzonego w Belfaście C.S. Lewisa, do stworzenie fantastycznego świata magii, w jego „Opowieściach z Narnii”.
Największy z nich ma pojemność 10.000 L, a jego nazwa Donard pochodzi od najwyższego szczytu Ulsteru.
Kolejny, o nazwie Croob ma pojemność 5500L, a najmniejszy Wee Binian jedynie 2500L.
Z początkowych 10000L cieczy o mocy 8%, pozyskanej z kadzi fermentacyjnych, po trzeciej destylacji zostaje nam ok 1000L alkoholu o mocy 80%, który jest rozcieńczany do mocy 63%, przed napełnieniem nim beczek.
Większość beczek rzecz jasna stanowią beczki pierwszego napełnienia po Bourbonie, choć destylarnia ma w swoich magazynach wiele innych, zarówno po tradycyjnych jak i wzmacnianych winach.
Od czerwca 2021 roku jest ona otwarta dla zwiedzających, wraz z bogato wyposażonym sklepem, w którym można nabyć wszystko, co produkowane na miejscu.
I jeszcze trochę ciekawostek z historii:
Tradycyjnie irlandzka whiskey była magazynowana w beczkach produkowanych na wyspie, na potrzeby jej przechowywania i transportu. W późnych latach XVII wieku, Imperium Brytyjskie zaczęło budować swoją Armadę i konstruować ogromne ilości statków. Do budowy kadłuba jednego z nich, potrzeba było w tamtych czasach średnio około 4000 dębów, co zapoczątkowało okres masowego wylesiania w Irlandii i Szkocji.
W 1933 roku w Ameryce skończyła się prohibicja i alkohol stał się znowu legalny. Amerykańska organizacja Coopers Union zaproponowała ustawę, zgodnie z którą beczki po bourbonie powinny być używane tylko raz, a potem wykorzystane do innego celu. Ustawa przeszła i była udaną strategią bednarzy, mającą zapewnić im więcej pracy. W tym samym czasie Irlandia i Szkocja bardzo potrzebowały beczek, ponieważ produkcja whisky/ey wzrosła, a surowców do ich produkcji było bardzo mało. Ameryka, dysponująca ogromną nadwyżką, zaczęła wysyłać z powrotem przez Atlantyk statki towarowe, wypełnione beczkami po bourbonie, których smak przetrwał próbę czasu.
Nie dziwić zatem może fakt, że większość whisky dojrzewającej na świecie, bez względu na szerokość geograficzną, to beczki po bourbonie.
Planując wycieczkę do Irlandii, proponuję znaleźć jeden dzień na wypad do destylarni Hinch, oddalonej od Dublina niecałe 2h jazdy samochodem.
Oprócz podróży po zakamarkach destylarni, można na miejscu napić się kawy, herbaty, skosztować tacki z wypiekami oraz zamówić delikatne, lunchowe przekąski.