O pewnej angielskiej destylarni…
Opowieść o tej angielskiej whisky byłaby niekompletna, gdyby nie podróż w czasie, w głąb krajobrazów, którymi jest otoczona.
Na wschodzie zatoka Filey, wypełniona wodami Morza Północnego, z nabrzeżnymi, ponad 100 metrowymi, kredowymi klifami, które stanowią siedlisko dla wielu ptaków morskich. Co roku, setki tysięcy tych latających stworzeń tłumnie odwiedzają to miejsce, a towarzyszący im hałas i zgiełk, nawoływanie partnerów, kłótnie, polowanie na ryby i śpiew, tworzą spektakl, którego szybko nie da się zapomnieć.
Na zachód od destylarni, mniej więcej godzinę jazdy samochodem, znajdziemy jedno z najstarszych miast Anglii.
Opasane średniowiecznymi murami, z majestatyczną gotycką katedrą, nad którym unoszą się duchy Wikingów i rzymskich żołnierzy. Ale to niejedyni nie śmiertelnicy tego miasta, którzy zapisali się nie tylko na kartach historii, ale i popkultury.
Guy Fawkes, angielski wojskowy, był jednym z trzynastu spiskowców, którzy postanowili pozbawić życia protestanckiego króla Jakuba I, syna Marii I Stuart, królowej Szkocji, by posadzić na tronie władcę katolickiego.
Spisek został zdemaskowany, a jego pomysłodawcy aresztowani.
Guy Fawkes po wielu drastycznych torturach miał zawisnąć na szubienicy, z której jakimś cudem się zerwał, łamiąc przy tym kręgosłup i unikając tym samym kolejnych męczarni. Jego ciało poćwiartowano, a szczątki rozesłano na cztery strony Królestwa, by stały się ostrzeżeniem dla potencjalnych, kolejnych buntowników.
Mimo upływu wieków od spisku z 1605 roku, żyje on nadal w pamięci mieszkańców miasta, a to za sprawą obchodzonego corocznie 5 listopada Dnia/Nocy Guya Fawkesa, której towarzyszą palące się ogniska oraz pokazy sztucznych ogni.
Jednak kulminacyjnym momentem jest palenie wielu kukieł, bardziej lub mniej znanych postaci z życia publicznego. Rzecz jasna, obok nich, pojawia się zawsze figura Fawkesa, a jej znakiem rozpoznawczym jest maska uśmiechniętego gościa z charakterystycznym wąsem i brodą.
— Gdyby ktoś nie kojarzył, wizerunek jego twarzy został wykorzystany przez światową grupę aktywistów spod znaku Anonymous.
Samo miasto York założone zostało przez Rzymian w 71 roku, a od 866 roku władali nim Wikingowie. Po przejęciu władzy przez Normanów w 1069, miasto stało się kluczowym ośrodkiem handlu. Już w obecnych czasach, w 2018 roku, magazyn „The Sunday Times” uznał York za najlepsze miasto do życia w Wielkiej Brytanii. Także w tym mieście, w 1911 zarejestrowano nazwę KitKat, batoników znanych dobrze każdemu miłośnikowi słodyczy.
I jeszcze jedna ciekawostka — amerykańska metropolia Nowy York, jako jedna z kolonii angielskich, wykorzystała/skopiowała właśnie tę nazwę od swojego angielskiego poprzednika.
Miasto słynie również z ogromnej liczby pubów, do których podążają klienci wypełnieni pragnieniem jak najszybszej utraty przytomności.
Mimo burzliwej historii i wojen, miasto przetrwało i jest wzorem harmonijnego połączenia dziedzictwa kulturowego z nowoczesnością. Dla odmiany Szwajcarom, jak pisał Marek Hłasko, którzy mają za sobą ponad 500 lat pokoju, demokracji i wolności, udało się wyprodukować jedynie zegar z kukułką.
Zatem szkoda byłoby ograniczyć wizytę w tym regionie do samej destylarni, choć ta z pewnością jest miejscem, którego nie można ominąć. Założona przez dwóch przyjaciół w 2016 roku na farmie, będącej w rękach rodziny od 1947 roku. Okoliczne, pofałdowane tereny rolne obfitują w żyzne gleby, na których uprawia się jęczmień. 100% jęczmienia, używanego do produkcji whisky w Spirit of Yorkshire pochodzi z własnej farmy.
Pomysł na jej otwarcie nie pojawił się w głowach właścicieli nagle. Z jednej strony, na farmie od dawna funkcjonował browar, więc kolejny krok do destylacji whisky wydawał się być oczywistym, z drugiej, wysyłając wysokiej jakości jęczmień na północ do produkcji szkockiej, właściciele zaczęli się czuć niekomfortowo. Mieli wszystko, oprócz doświadczenia, które zaoferował im „Einstein świata whisky” – Jim Swan, który niestety zmarł przed oficjalną premierą pierwszej tutejszej single malt.
Jednego z właścicieli – Davida Thompsona poznałem kilka lat temu w Edynburgu, podczas grudniowej Gali konkursu World Whiskies Awards, na której ogłaszano zwycięzców poszczególnych kategorii whisky. Właśnie wtedy pojawił się pomysł wizyty w jego destylarni.
Najprostszą opcją na pokonanie 300 km z Edynburga do miasta York był pociąg, odjeżdżający ze stacji Waverley.
W ogrzewanym pociągu zewnętrzna aura nie miała znaczenia do chwili, kiedy pociąg stanął na pustkowiu, zgasły silniki, znikł Internet, temperatura dość szybko spadła do niekomfortowej, a jedyną pożywką dla oka były wzburzone wody Morza Północnego. Po niemalże półtoragodzinnym postoju, marznących rękach i narastającej irytacji pociąg ruszył i nawet dotarł do miejsca przeznaczenia.
Ze stacji York miałem jeszcze godzinną jazdę samochodem, by wreszcie dotrzeć do celu.
Po drodze, David próbował studzić moje oczekiwania co do pierwszych wrażeń, i rzeczywiście dotarcie na miejsce ukazało mało efektowną, pozbawioną blasku architekturę. Jednak to, co przyciąga klientów do destylarni, to jej rustykalne, przytulne wnętrze oraz jakość produkowanej tu whisky.
Po schodkach na górę, docieramy do kawiarni, popularnego miejsca dla lokalnej społeczności, która spotyka się tu na śniadania, lunche oraz angielską herbatkę, z którego rozpościera się widok na pracujące pełną parą alembiki oraz pokój degustacyjny.
Destylarnia pracuje na dwóch kotłach destylacyjnych firmy Forsyth, z którymi od czasu do czasu współpracuje miedziana kolumna destylacyjna. Część produkcji to typowa, podwójna destylacja w alembikach, część zostaje poddana dodatkowej rektyfikacji właśnie w tej kolumnie. I każda z form dojrzewa niezależnie.
Destylat poddany dodatkowej obróbce w kolumnie, któremu wg właścicieli wystarczy krótsza maturacja, używany jest głównie do butelkowania „core range”, pośród którego znajdziemy takie wersje jak:
Flagship dojrzewający wyłącznie w beczkach ex—Bourbon, oraz przeróżne finisze: STR (beczki po winach), Moscatel, Sherry, IPA oraz Peated (beczki po dymnej whisky z wyspy Islay). Podwójna destylacja służy głównie limitowanym wersjom oraz edycjom single cask. Jeśli sięgniemy do skarbnicy naszych wspomnień, pojawią się w nich dwie Filey Bay single cask whisky, serii Solar System, z którymi mieliśmy okazję zapoznać się nawet na naszym podwórku:
Jupiter z beczki po Pedro Ximenez
Saturn z beczki po Sherry Fino.
Obydwie whisky zostały bardzo pozytywnie odebrane przez rynek, znakiem tego, powinniśmy kontynuować przygodę z tą destylarnią.
Z wizyty w jej magazynach pamiętam aromat i smak destylatów, dojrzewających w beczkach chociażby po Maderze, Moscatelu, a nawet Bourbonie, których jakość wspominam jako ponadprzeciętną.
Na koniec ciekawostka- nie tak dawno ukazała się najnowsza, limitowana whisky Filey Bay z beczek po tzw. Orange Wine.
Wino to tworzone jest w podobny sposób jak każde inne wino wzmacniane, z tym, że jest dodatkowo aromatyzowane skórkami pomarańczy.
Filey Bay Orange Wine Barrique spędziła pierwsze 3 lata i 3 miesiące w beczkach po Bourbonie, po czym rozcieńczona do mocy 50% przelana została na 3 lata i 10 miesięcy to beczki po tak aromatyzowanym winie.
Nie pozostaje nic innego, jak z entuzjazmem śledzić kolejne poczynania destylarni i ostrzyć sobie zęby na przyszłe nowości.
A co z wizytą w Spirit of Yorkshire? W opowiadaniach o brzydkiej pogodzie i mgle w Anglii jest dużo przesady.
Bywają i tam piękne dni.