Calington Mill — O whisky z końca świata…
Rok 2024 był dla mnie wyjątkowy i to pod wieloma względami.
Ale chciałbym się tutaj skoncentrować na jednym z nich, podróży w najdalszy dla Europejczyka skrawek świata.
Wzywało mnie niezwykłe piękno tamtejszej przyrody, a także to, czym mogłem nakarmić swoją pasję, czyli rozsiane po całym kontynencie destylarnie whisky.
Ciągnęło mnie do miejsca, ostatniego z mapy moich podróży, w którym jeszcze nie byłem.
O Historii regionu
Australia od początku obecnego millennium coraz mocniej zaznacza swoją obecność na mapie producentów whisky.
Szczególnie jej wyspiarski stan Tasmania.
Jak w tak odległym zakątku świata, ktoś wpadł na pomysł destylacji…
Wszystkiemu „winni są” imigranci, brytyjscy i irlandzcy osadnicy, którzy zaczęli zasiedlać wyspę od 1803 roku.
Pośród nich kryminaliści, których rząd brytyjski wysyłał tam, by krajowy, przepełniony system penitencjarny mógł nieco odpocząć.
W pierwszych pięćdziesięciu latach zsyłek (1803-1853), na wyspę przybyło przynajmniej 70 tysięcy osobników, o mrocznej przeszłości i wątpliwej reputacji.
Skazańcy ci wysyłani byli do prac budowlanych, do kopalni, a także do pomocy farmerom na polach.
Niektórzy z nich, sprytniejsi i zaradniejsi, w zupełnie nowym otoczeniu, postanowili wskrzesić ducha trunku, którym wypełniali większość wolnych chwil w swojej ojczyźnie.
Jednak początki produkcji, z wykorzystaniem upraw pszenicy i jęczmienia nie porwały tłumów.
W owym czasie cały kontynent, a więc i kolonie karne, zalane były rumem z Indii, Jamajki i Ameryki Południowej.
Nieco inaczej wyglądała sytuacja na Tasmanii, gdzie moda na piwo i powstające tam browary, stały się zaczątkiem branży whisky.
Mało kto wie, że legalną produkcję whisky na tej wyspie rozpoczęto w 1822 roku, zatem rok wcześniej niż w Szkocji, gdzie Excise Act z 1823 roku umożliwił Szkotom po wniesieniu odpowiedniej opłaty, zalegalizowaną produkcję.
Pierwszą destylarnię nazwaną Sorrell, uruchomiono w mieście Hobart, u podnóża góry Wellington, właśnie tego roku.
W ciągu kolejnych 15 lat, na tej małej wyspie funkcjonowało już 8 destylarni.
Jednak w 1838 roku, światło dzienne ujrzał raport, który pogrążył branżę. Wykazano w nim wiele nieprawidłowości, w tym oszukiwanie na podatku akcyzowym, defraudację, oraz mieszanie słabej jakości lokalnego alkoholu z importowanym.
Do tego doszły względy moralne, czyli walka z nałogiem, który wciągał coraz większe rzesze społeczności oraz mniejsza dostępność jęczmienia na cele spożywcze, którego gro zbiorów zagarniały destylarnie.
Gwoździem do trumny okazała się jednak żona ówczesnego gubernatora wyspy Johna Franklina-Jane, która twierdząc, „że wołałaby karmić jęczmieniem świnie, niż używać go do przemiany mężczyzn w świnie”, przyczyniła się decyzji męża, która była dla wyspy katastrofalną.
W 1839 roku na Tasmanii wprowadzono prohibicję, choć setki nielegalnych alembików nadal czyniły swoją powinność.
Gdyby nie abstynencja Lady Jane, kto wie czy branża whisky Tasmanii nie odpowiadałaby obecnie poziomem szkockiej.
Nastały mroczne czasy i przez kolejne 150 lat nie wyprodukowano tam oficjalnie żadnej butelki whisky.
Kolejnym ograniczeniem, choć przede wszystkim dla producentów whisky z głównego lądu, gdyż tam nie obowiązywała prohibicja, był akt z 1901 roku, określający minimalną wielkość alembika na 2700L, która uniemożliwiała jakikolwiek startup małym kraftowym producentom.
Kulminacyjny moment to lata 90’ ubiegłego wieku, kiedy to „guru” australijskiej whisky Bill Lark, dzięki dobrym relacjom z politykami, którzy dostrzegli potencjał w branży, doprowadził do uchylenia tego prawa.
Kolejne lata przyniosły wysyp destylarni nie tylko na Tasmanii, ale i w całej Australii, a ich liczbę obecnie ocenia się na kilkaset.
Tasmania może poszczycić się kilkudziesięcioma, z czego kilka udało mi się osobiście odwiedzić.
Patrząc na mapę, wyspa wydaje się być niewielką, choć powierzchnią można porównać ją do Irlandii.
Tasmania to miejsce, gdzie natura wciąż rządzi niepodzielnie, a klimat jest równie nieokiełzany, co jej krajobrazy.
To miejsce, gdzie wiatr niesie szept oceanu, a deszcze malują mglistą zasłonę nad lasami.
Chłód nocy ściera się z ciepłem dnia, burze rodzą się niespodziewanie, jakby niebo nie potrafiło zdecydować, czy chce tańczyć w słońcu, czy śnić w deszczu.
Zimy smakują drewnem palonym w kominku, świt przynosi oddech lodowatego południa.
Latem dni są kapryśne- potrafią płonąć złotem słońca, by po chwili zatonąć w chłodzie mroźnego wiatru.
To ziemia, gdzie natura ma wciąż ostatnie słowo- nieujarzmiona, zmienna, piękna w swojej surowości.
Pisząc o moich tasmańskich odkryciach, chciałbym się tu skoncentrować na jednej, niezwykłej destylarni, Callington Mill.
Położona jest w połowie drogi pomiędzy stolicą Hobart a miastem Launceston, w maleńkim miasteczku Oatlands, które słynie z największej w całej Australii ilości budynków, powstałych jeszcze w czasach kolonialnych z piaskowca.
Ich budowniczymi byli wspomniani na wstępie skazańcy.
Najbardziej rozpoznawalną budowlą miasta jest miejski młyn (Callington Mill) z 1837 roku, stojący obecnie na terenie destylarni (stąd jej nazwa).
O Destylarni Calington Mill
Właścicielem destylarni jest deweloper z Sydney- John Ibrahim, który pierwszą destylarnię Callington Mill otworzył w 2018 roku w Hobart.
Ponieważ zalane w niej destylatem beczki trzeba było transportować do oddalonych o godzinę jazdy samochodem magazynów w Oatlands, powstał pomysł na budowę kolejnej, bliżej magazynów.
W taki oto sposób, trzy lata później, w 2021 roku, w sercu Oatlands, wybudowana została wg najwyższych standardów i technologii druga destylarnia, ta, którą miałem przyjemność odwiedzić.
To wyjątkowe miejsce, o pięknej, modernistycznej architekturze, z niezwykłym sklepem i restauracją, którą tłumnie odwiedzają lokalni mieszkańcy.
A i sama whisky urzeka swym charakterem, o czym za chwilę.
Wcześniej jednak trochę szczegółów dotyczących samego procesu:
Dwa miedziane alembiki miejscowej produkcji, o pojemności 9000 i 6500 L, umożliwiają roczną produkcję na poziomie 500 tys LPA.
Do produkcji whisky używany jest lokalnie rosnący jęczmień odmiany Planet, który słodowany jest również przez lokalną firmę.
Ta sama firma przygotowuje słód na potrzeby whisky dymnej, korzystając z pokładów miejscowo pozyskiwanego torfu.
Każda z odmian whisky spędza początkowe 3 lata w małych 35 L beczkach, co ma na celu przyspieszenie procesu maturacji.
Na kolejne lata destylat przelewany jest do typowych 250- 600 L beczek po Sherry i Porto, pozyskiwanych z Jerez De La Frontera i Duoro Valley.
Rzecz najciekawsza, która sprawia, że Callington Mill whisky różni się znacznie od pozostałych whisky Tasmanii, to zamiłowanie właściciela do wzmacnianych win.
Dlatego też 65% destylatów dojrzewa w beczkach po Sherry, 25% w beczkach po Porto, 5% po wzmacnianych winach australijskich (Apera) i jedynie 5% stanowią beczki po Bourbonie, Rumie, Koniaku czy Tequli.
Do Polski zbliża się właśnie pierwsza dostawa, a w niej siedem przeróżnych wersji.
Pierwsze trzy, których nazwa mówi sama za siebie, to PX, Oloroso i Solera.
O kolejnych trzeba kilka słów celem wyjaśnienia:
El Sol to kombinacja beczek po przeróżnych odmianach sherry: PX, Oloroso, Palo Cortado, Fino, Amontillado i Moscatel.
Invicta to w całości portugalskie akcenty destylatów, dojrzewających w beczkach po Porto Ruby, Tawny, White oraz Maderze.
Fusion jak sama nazwa wskazuje, to połączenie destylatów z beczek po Sherry i Porto.
Quagmire podobnie jak poprzedniczka, pochodzi z beczek po Porto i Sherry, z tą różnicą, że jest to whisky dymna, o jakże odmiennej osobowości, od jej szkockiej znajomej, gdyż roślinność Tasmanii, która tysiącami lat tworzyła pokłady tamtejszego torfu, jest zupełnie inna od flory, kształtującej warstwy torfu wyspy Islay.
Tam, gdzie kończy się mapa, a zaczyna surowa kraina mgieł i gór, powstaje whisky, której nie sposób pomylić z żadną inną.
Nie niesie w sobie szkockiej melancholii, ani irlandzkiej łagodności, jest żywiołem, dzikim jak tasmańska przyroda i zmiennym jak tasmańskie pory roku.
Szkocka ma swoją historię, Tasmania pisze własną, odważną i śmiałą, nieprzewidywalną niczym wiatr znad Antarktydy.
Czy to przyszłość whisky?
Być może.
Ale na pewno jest to jej nowy, fascynujący rozdział.
Sławomir
Dzień dobry.
Nie mogę doczekać się spotkania z australijską przygodą o smaku whisky w Pile. Bardzo dziękuję za kolejny już wieczór z odkrywaniem Nowego Świata smaków i Wielkiej odwagi Tworzenia kompozycji whisky. Jestem pod wrażeniem, kiedy dowiadujemy się, że tak daleko od nas powstają nowe tradycje i receptury produkcji whisky. Tak daleko , a także u nas w Europie, tak jak Ardnamurchan .
Bardzo dziękuję za te spotkania !
Proszę przyjąć moje wyrazy Szacunku !
Sławek z Piły