/  W podróży   /  Szkocja   /  Lochlea Distillery – O młodych destylarniach i ich początkach…
Lochlea Distillery

Lochlea Distillery – O młodych destylarniach i ich początkach…

Ostatnia dekada to niezwykły wysyp nowych destylarni whisky, nie tylko w Szkocji, ale na całym świecie. Służyło temu niezwykłe zainteresowanie kategorią whisky praktycznie wszędzie, bez względu na współrzędne geograficzne, jakim się przyjrzymy. Skoro popyt rósł cały czas, należało pomyśleć o zwiększonej podaży. Nikt o trzeźwym spojrzeniu i praktycznym podejściu do biznesu nie zainwestuje przecież w umierającą branżę.
Kryzys lat 80’ dobitnie pokazał, że przy trendzie spadkowym konsumpcji whisky, destylarnie zamykano jedna po drugiej. Obecnie mamy do czynienia z goła odmiennym zjawiskiem. Nawet jeśli ogólnoświatowy kryzys dopadł wiele rynków, chociażby rynek europejski, są nadal miejsca na świecie, gdzie cena butelki nie gra roli, wystarczy popatrzeć na Azję.

Kryzysy przemijają, a po burzy zawsze wychodzi słońce, stąd z optymizmem patrzę w przyszłość whisky.

Dziś chciałbym przybliżyć Wam jedną z takich destylarni, której plany zakwitły w umysłach właścicieli 10 lat temu, a produkcja ruszyła w 2018 roku w sierpniu. Destylarnię Lochlea odwiedziłem 2 lata temu. Dla miłośników podróży po destylarniach praktyczna wskazówka.
Wybierając się do niej, destylarni Lochlea położonej w regionie Lowland, najlepiej postawić na lot do Glasgow. Z lotniska, wynajętym samochodem dotrzemy do celu w ciągu godziny, bez względu na to, którą drogę obierzemy. Nudną, ale szybszą autostradę M77, lub bardziej malowniczą drogę A737, prowadzącą przez Clyde Muirshiel Park. Tak czy inaczej, w niecałą godzinę dotrzemy na miejsce.

Destylarnia Lochlea położona jest na farmie, otoczonej malowniczym, pagórkowatym krajobrazem, na której uprawiany jest jęczmień, wykorzystywany do produkcji whisky.
Mamy więc do czynienia z samowystarczalną destylarnią, określaną w nomenklaturze jako „from field to bottle”.
Sama farma osadzona jest głęboko w historii Szkocji i sięga korzeniami do XVIII wieku, kiedy to w latach 1777-1784 mieszkał i pracował na niej sławny szkocki poeta Robert Burns.
Do 2006 roku farma była biznesem typowo mleczarskim, który stopniowo przekształcono w hodowlę bydła i trzody chlewnej.
Jednak biznes plan się nie spinał, a farma w tym kształcie nie przynosiła zysków.
W 2014 roku postanowiono na jej części, ok 20 ha wysiać jęczmień.
Kontakty z firmami zajmującymi się słodowaniem jęczmienia dla branży whisky dały właścicielom impuls dla zainwestowania we własną destylarnię.
I tak właśnie, latem 2018 roku ruszyła produkcja.

Bazując na dwóch, niewielkich alembikach, roczna produkcja nie przekracza 200 tysięcy LPA rocznie.
Sześć kadzi fermentacyjnych wykonanych jest z Douglas Fir, drzewa porastającego zachodnie wybrzeże Ameryki Płn i znanego pod nazwą daglezja.
Odkryte pod koniec XVIII wieku przez kapitana Georga Vancouvera u wybrzeży dzisiejszej Kanady jest drugim, zaraz po amerykańskiej sekwoi, osiągającym w optymalnych warunkach wysokość powyżej 100m.
Powolna fermentacja, powolna destylacja, tworzą niezwykle delikatny, mocno owocowy „new make”.

Podstawową wersją Lochlea jest Our Barley, zainspirowana jęczmieniem i bogactwem jego aromatów, uprawianym na okolicznych polach.
Stworzona z kombinacji beczek ex Bourbon, Oloroso i STR ( beczki po czerwonym winie z hiszpańskiego regionu Rioja), pachnie gruszką, skórką pomarańczy, orzechami macadamia, landrynkami z delikatnym posmakiem żytniego chleba.

Właściciele destylarni Lochlea poszli jednak o krok dalej.
Skoro destylarnię otacza przyroda oraz pola, których obraz zmienia się z naturalnym cyklem pór roku, stworzono cztery limitowane edycje, będące odzwierciedleniem każdej z nich.
Co rok, każda z tych edycji oferowana jest w nieco odmiennym kształcie, przy użyciu odmiennej kombinacji beczek.
I tak, skoro prace rolne zaczynają się wiosną od wysiewu, pierwszą wersją jest whisky Sowing.
Wykorzystano w niej wyłącznie beczki ex Bourbon, a finalny produkt posiada aromaty wanilii, biszkoptów, miodu i migdałów.
Latem przychodzi czas na żniwa, i tu pojawia się wersja Harvest.
Dzięki beczkom typu ex Port, STR i ex Bourbon, whisky pachnie czerwonym winogronem, truskawką, rodzynkami, daktylami i toffi.

Jesień, kiedy ziemia leży odłogiem, by nabrać sił na kolejny rok, reprezentuje wersja Fallow.
Stworzona z beczek ex Oloroso i Pedro Ximenez, charakteryzuje się intensywnym aromatem wiśni, powideł śliwkowych, czekolady, espresso, goździków i kandyzowanego imbiru.
Ostatnią z sezonowych edycji jest zimowa Ploughing czyli orka, której destylaty dojrzewały wyłącznie w beczkach po dymnej whisky z wyspy Islay.
W jej aromatach odnajdziemy zielone jabłko, jęczmień, siano, w smaku sól morską i torfowy dym.
Jak widać, spektrum aromatyczno-smakowe whisky tam produkowanej jest niezwykle złożone i zróżnicowane, a przy takiej różnorodności dla zmysłów, z pewnością każdy odnajdzie dla siebie chociaż jedną z wersji, której aromat i smak będzie tym, czego w whisky poszukuje.
Każda z nich oferowana jest z nieco podwyższoną mocą 46%, w naturalnym kolorze.

Czy warto eksperymentować z nowościami ?
Oczywiście że tak.
Świat whisky jest księgą, kto po nim nie podróżuje, czyta tylko jedną stronę.

Komentarze

  • Slawek
    2024-03-20

    Piękne zdjęcia do artykułu. Po tym krótkim opisie nabrałam ochoty na wycieczkę do Lochlea.:-)

    reply

Napisz komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.