To trzeba wiedzieć, wybierając się do Szkocji…
Isle of Raasay to wyspa, która w VIII wieku została najechana przez Wikingów i powróciła we władanie Szkocji w 1266 roku.
Położona jest ona na zachód od wybrzeża Szkocji i jest częścią Hebrydów Wewnętrznych, oddzielona od wyspy Isle of Skye przeprawą promową, trwającą ok 25 minut. Ten zakątek świata znany jest z widoków, zapierających dech w piersiach, z naturalnego piękna oraz geologicznej różnorodności. Powierzchnia całej wyspy porównywalna jest wielkością i kształtem do Manhattanu, którą obecnie zamieszkuje ok 161 osób, z czego 10% znalazło zatrudnienie w destylarni. Wyspa zakorzeniona jest w wielowiekowej, nielegalnej destylacji i bogatej historii. To właśnie tu schronił się po klęsce powstania Jakobitów Karol Edward Stuart, nazwany Ślicznym księciem Karolkiem.
Dzięki lojalności i gościnności Szkotów, którzy wsparli powstanie, chcąc umieścić na tronie Wielkiej Brytanii jego ojca Jakuba III Stuarta, udało mu się miesiącami skrywać przed wojskami angielskimi, mimo wysokiej, wyznaczonej za jego głowę nagrody.
Wyspa to także historia Caluma MacLeoda, ostatniego rezydenta zamieszkującego Arnish-północną część wyspy wraz z żoną.
Sieć drogowa wyspy kończyła się na ruinach zamku Brochel, wybudowanego pod koniec XV wieku przez klan MacLeod, skąd mieszkańcy zamieszkujący północną część musieli pokonywać pozostałe 2 mile pieszo, po dość grząskim, bagnistym terenie, bez względu na pogodę.
Upiorne. Córka Caluma, która dni powszednie spędzała w szkole na wyspie Skye, także niechętnie wracała na weekendy do domu, ze względu na trudy podróży, czym raniła serce i wzmagała tęsknotę ojca.
Petycje o sfinansowanie drogi, wysyłane do rady hrabstwa Inverness pozostawały bez odpowiedzi. Zatem pewnego poranka, na początku lat 60’, 56-cio wówczas letni Calum załadował na drewnianą taczkę siekierę, łopatę, kilof oraz śniadanie i rozpoczął własnoręcznie budowę niemal dwumilowego odcinka drogi. Ponieważ pracę tę wykonywał w czasie wolnym od codziennych obowiązków, musiało minąć 10 lat, zanim droga została ukończona. Zakończenie budowy zniszczyło budowniczego fizycznie, ale także psychicznie, gdyż w międzyczasie jego córka ukończyła szkołę, założyła rodzinę i na stałe zamieszkała na Isle of Skye. Dla upamiętnienia jego mozolnej pracy, wysiłku i determinacji, tuż przy Calum’s Road postawiono kamienny kopiec.
Ale wyspa Raasay to także jeden hotel, trzy B&B, dwa sklepy, jedna szkoła podstawowa oraz destylarnia.
Odwiedziłem ją w maju 2023 roku i była to jedna z najwspanialszych wypraw, jakiej kiedykolwiek doświadczyłem.
Samo dotarcie na wyspę zajmuje wiele czasu.
Z lotniska w Edynburgu, wynajętym samochodem, podróż do przeprawy promowej na wyspie Skye w miejscowości Sconser zajmuje niemal 5 godzin. Biletu na prom nie trzeba rezerwować z wyprzedzeniem, wystarczy przybyć z 15 minut wcześniej na przystań, a opłaty dokonać już na promie. W dni powszednie odpływa on mniej więcej co godzinę, nieco trudniej w niedzielę, kiedy to mamy tylko 3 szanse. Po dopłynięciu na wyspę, czeka nas 10 minutowy spacer lub 2 minutowa jazda samochodem do destylarni.
Isle of Raasay to chyba jedyna destylarnia, gdzie mogłem zamieszkać w tym samym budynku, w którym znajduje się destylarnia. Budynek ten to odrestaurowana willa wiktoriańska z XIX wieku, dostosowana do potrzeb hotelu. Znajduje się w nim 6 niezwykłych, ekskluzywnych pokoi, z widokiem na przystań, zatokę oraz widoczną przy ładnej pogodzie wyspę Skye. Pokoje są tak urządzone, że mógłbym w nich spędzić resztę życia, doglądając jedynie pracy alembików, testując destylat spoczywający w magazynach oraz spacerować, napawając wzrok magiczną i malowniczą okolicą.
I wszystko jedynie za wikt i opierunek 😊
Plany i zgoda na rozpoczęcie budowy zostały przyznane w 2016 roku, a już we wrześniu 2017 roku pierwsze krople destylatu spłynęły z aparatury.
Teraz nieco wiedzy o produkowanej tu whisky.
Inspiracją dla jej charakteru był zamierzchły, miniony już styl whisky z Hebrydów, zatracony i zapomniany na przestrzeni ostatnich wieków. Powolna fermentacja, mnóstwo kontaktu oparów z miedzią, tzw. płaszcze chłodzące zarówno na wash jak i spirit still, skutkują czystym, delikatnym, lekko dymnym profilem, ze zdecydowanie wyczuwalną nutą owocową, nutą głównie owoców leśnych.
Podstawową edycją jest Isle of Raasay single malt, w której połączono destylaty dymne z poziomem fenoli ok 50ppm z destylatami bezdymnymi. Dojrzewały one oddzielnie w beczkach first fill rye whiskey (64%), virgin oak (24%), oraz first fill Bordeaux red wine (12%), po czym przed butelkowaniem zostały połączone, a moc została obniżona do 46,4%.
W kieliszku odnajdziecie śliwki, jabłka, wiśnie, biszkopty, solone orzeszki, cukierki karmelowe, ale także mineralne nuty, przypominające krzesiwo, wilgotną ziemię i tlące się drewno.
Jednak jak w każdej, innej destylarni, butelkowane są tu limitowane edycje i o dwóch z nich kilka słów.
Z okazji nagrody, przyznanej w konkursie Scottish Whisky Awards w 2022 roku, destylarnia wydała upamiętniającą to wydarzenie wersję: Distillery of the Year.
Jest to whisky bezdymna, powstała z destylatu dojrzewającego początkowo w beczkach po bourbonie Four Roses, po czym poddano ją procesowi finiszowania w beczkach virgin oak.
Zabutelkowana z mocą 50,7%, posiada słodkie aromaty wanilii, karmelu, toffi, crème brulee i biszkoptów, ale także wiśni, goździków, imbiru i tymianku.
Druga z nich to Dun Cana, która swą nazwę zawdzięcza najwyższemu na wyspie szczytowi, wznoszącemu się 443 m n.p.m., prawdopodobnie wulkanicznej górze, tworzonej przez 66 mln lat.
Tu także połączono destylaty dymne z bezdymnymi, obydwa dojrzewające oddzielnie, początkowo w beczkach ex rye Woodford Reserve, po czym poddane procesowi drugiej maturacji w małych ex Oloroso i ex Pedro Ximenez quarter cask o pojemności 125 l.
Moc 52%, aromaty rodzynek, suszonej pomarańczy, marcepana, mielonej kawy, daktyli, wanilii, toffi, prażonych orzechów, soli morskiej z wyczuwalnymi nutami dymnymi.
Wiem, że w Szkocji pracuje obecnie niemal 150 destylarni. Część z nich zamknięta jest dla zwiedzających.
Spośród pozostałych, dostępnych dla turystów są takie, w których wizyta na długo zapadnie w pamięci, oraz te, o których szybko zapomnimy.
Isle of Raasay zdecydowanie należy do tych pierwszych. Można oczywiście wciąż jeździć w to samo miejsce, wizytując te same, kultowe destylarnie, które znamy na wylot, ale czytanie tej samej książki nie da innego zakończenia.